Dodaj do ulubionych

XIV listopadowe medytacje oświęcimskie 2009

XIV OŚWIĘCIMSKIE MEDYTACJE DAWANIA ŚWIADECTWA.
W tym roku XIV listopadowe Medytacje Oświęcimskie miały się nie odbyć, bo zostały wyjątkowo przesunięte na czerwiec 2010 r.  Ale się odbyły, bo widocznie taka była wola niebios - oraz Sensei Genro (Grover Gauntt) z Zenpeacemakers w Nowym Jorku, który przyjechał wbrew wszystkiemu wraz ze swoim indiańskim nauczycielem duchowym, wodzem Birgil Killsstraight (Lakota Nation.) Zaprosiliśmy kilku młodszych kolegów i koleżanek i spędziliśmy kilka dni w obozie
w Auschwitz / Birkenau.

Rano był poranny Krąg, a potem wędrowaliśmy po obozie siedząc w medytacji w różnych miejscach: na rampie, w barakach, między barakami, w krematorium, w tzw saunie, chodząc, milcząc lub wyczytując imiona zmarłych, oraz odprawiając modlitwy i ceremonie buddyjskie i indiańskie.

To było kilka bardzo intensywnych i trudnych dni.
Ciekaw jestem, co pozostawią w naszym życiu.

Poprosiłem uczestników, aby kaźdy coś od siebie napisał – mam nadzieję, że da Ci to pewne wyobrażenie o tym, cośmy tam robili.

Gasshio –

Andrzej / Getsugen


Dzień dobry Andrzeju,chętnie zasiadłabym dziś znów do porannego kręgu. Chciałabym dowiedzieć się, jak mają się inni uczestnicy i jak wrócili do tzw. normalnego życia.
Choć minęło już trochę czasu od naszej wizyty w Oświęcimiu, ciągle przypominają mi się obrazy z obozu, tego współczesnego, który odwiedzaliśmy jako muzeum i tego z czasu wojny, który istnieje jakoś w mojej wyobraźni.
Nie wiem, czy już zawsze będę w różnych sytuacjach mojego życia odwoływać się do tego miejsca?
Czy będę rozpamiętywać usłyszane historie?
Czy to mnie bardziej obciąża, czy leczy?
Na pewno wciąż przestrasza.
Medytacje były jednocześnie trudnym i leczącym doświadczeniem. Po przyjeździe do Oświęcimia nie mogłam spać, potem ciągle chciałam spać, a na koniec rozchorowałam się i wychodzenie z tego zajęło mi ostatnie dwa tygodnie.
Mam poczucie, że nie wytrzymałam jakiś trudnych treści i przeżyć i mój organizm bronił się chorobą.
Jednocześnie wyjechałam z poczuciem jakiegoś prywatnego oczyszczenia. Nowego spojrzenia na moje relacje z najbliższymi - że mam ich przy sobie, że są zdrowi i bezpieczni, że mogę cieszyć się ich obecnością, doceniać samo to, że są.
Że naprawdę niewiele potrzeba, żeby żyć. Naprawdę niewiele.
I że jestem w bardzo dobrej, komfortowej sytuacji, mam bardzo dobre życie, i tego też na codzień nie doceniam.
Że wszyscy, wszyscy - wrogowie, kaci i ich ofiary, wszyscy jesteśmy sobie równi w swojej kruchości, w swojej podatności na ból i cierpienie, w swoich lękach. To jest wpisane w nasze ludzkie bycie, w tym wszyscy się spotykamy. 1.5 mln ludzi przewinęło się przez obóz, tak różnych i innych, a jednocześnie równych w swoim cierpieniu.
I jeszcze -  że nie da się objąć tego cierpienia rozumowo. Ostatecznie, nie można znaleźć rozwiązania na poziomie racjonalnego umysłu, ten umysł tutaj nie sięga, jest bezradny, przytłoczony ogromem i skalą, nasza wyobraźnia, nasza empatia, one też tutaj nie sięgają.
Po przyjeździe do Oświęimia zastanawiałam się, jaka jest moja motywacja, jaki powód przyjeżdżania w takie miejsce, w którym na każdym kroku wdycha się cierpienie.
Czemu to sobie robię? Nikt mi tam nie umarł. Przecież to jest nienaturalne, nielogiczne, nienormalne… Jedyną odpowiedzią jest - nie wiem. I tylko to “nie wiem” jakoś pozostaje, gdy wszystkie argumenty, teorie, hipotezy przestają działać w takim miejscu jak to.
I jeszcze chciałabym podziękować za wszystkie historie, które usłyszałam w trakcie tych medytacji.
Pozdrawiam,
Mariola

Andrzej - I would like to thank you for hosting my trip to Cracow couple of weeks ago.  I especially want to thank you for the meals that we had in Cracow.  Occasionally I work in the area of Intergenerational Trauma, Historical Unresoled Grief, and ways to respond to these sicknesses.  We worked with Eva Fogelman, Jewish writer and activist in halocaust activities and discussions.  I also had visited Mautshausen, Austria.  So I have known a little bit about the 60-million Jews who were killed.  This is the first time however that I had to be at one of the places where all these horrendous activities took place.  And of course I was appalled and deeply moved at the beginning of the prayers.  After the initial “drenching” I was able to view the whole espisode as part of history that we can still visit and never let it come to pass.  My experiences in The Ridge along with the work of my sister’s in Intergenerational Trauma helped understand better and appreciate the knowledge that I gained from you and Genro and from the other participants.  We still have a lot of prejudices within our societies initiated by white supremacist activists. After reading the book you gave me, I want to go back to Poland sometimes in the future.  Thank you again for your wonderful hospitality and being a teacher and guide.  Events such as in Auschitz-Birkenau never ceases to amaze me. 
Birgil Killsstraight

Niewiedza, dawanie świadectwa.
Wracam do nocnego medytowania w baraku.
Siedzimy w ciszy i ciemności.
Jedynie kilka świeczek w środku daje namiastkę światła. Wsłuchuję się w otoczenie. Niby cicho. Przypominam sobie Elie Wiesela wspominającego o jego pierwszej nocy w obozie. Nocy przeklętej, której nigdy nie zapomni, która zmieniła go na całe życie.
Dla więźnia taka noc potrafiła być wiecznością. Ja byłem tam tylko na chwilę.
Pozdrawiam
Wiktor

Medytując w BirkenauSłyszę szczekające
owczarki niemieckie

słyszę jednostajny dźwięk lecącego
samolotu

słyszę krople deszczu zatrzymane dachem

wewnątrz baraku
cisza

liczę oddechy w mroku

to noc oddycha, głuche echo

x  x  x

Auschwitz I

Nie było
jutra.

Był pająk, którego spotkałem
w krematorium.

Pająk był niemy i miał
długie nieludzkie nogi.

——————-
Pozdrawiam, Szymon

PS wszystkie moje zdjęcia z wyjazdu do Oświęcimia dostępne są tutaj: http://picasaweb.google.pl/szymonsant/BearingWitnessAuschwitzBirkenau#
 


 
 
Tak, Tomasz.Zobaczyłeś w Auschwitz bardzo wiele historii. Zobaczyłeś historię Mariana. Zobaczyłeś historię Mali, zobaczyłeś mnóstwo historii. Zobaczyłeś, że każdy opowiedział tu swoją historię. Zostałeś ich świadkiem, pozwolono ci je zobaczyć. Ale to są ich historie.Tomasz, Mężny Tygrysie pamiętaj- masz swoją własną historię do opowiedzenia. Doceniaj to, kim jesteś- właśnie poprzez dotykanie historii innych i nie zapominaj, kim sam jesteś. Pamiętaj, kim jest Mężny Tygrys, ale pamiętaj też, że to historie innych ukształtowały jego odrębność. Wyjątkową odrębność. Szanuj ją, bo żyjesz w świecie przenikających się odrębności.I pamiętaj, że tylko całe serce może być pękniętym sercem.I naucz się wreszcie tańczyć.


Posuwaliśmy się wolno i w ciszy, z rzadka się odzywając, przez cały pobyt panowało duże skupienie.
Medytowaliśmy, modliliśmy się, spotykaliśmy w kręgu, a przede wszystkim zwiedzaliśmy i byliśmy na miejscu.Pobyt w takim miejscu zmusił mnie do refleksji nad “umysłem oprawcy”.
W jaki sposób działa ? czym się kieruje i kiedy powstaje ? no i jak należy na niego reagować.Ta refleksja rodziła się we mnie stopniowo, stając się coraz wyraźniejsza wraz z pobytem. Cała sytuacja dawała namacalną możliwość do przemyślenia “praktyki ” w relacji do życia. O co tak naprawdę chodzi w naszej praktyce? Po co się praktykuje ? Zen widziany jako odgadywanie koanów, dostawanie kijem, ból nóg czy czytanie o starych nauczycielach robiących swych uczniów w konia ( nie udawajmy, że nie jest to pociągające w zen) wydał się zupełnie głupi, nawet sama praktyka stała się jakąś
zabawą w porównaniu z życiem i torturami więźniów (np; stali po dwa dni zamknięci w mini celach).Pobyt umocnił mnie w praktyce, stawiając w nowych sytuacjach i wzbogacając o ” wiedzę ” (bo nie doświadczenie) o nowych wymiarach człowieka -  ofiary i oprawcy.

Wyjazd wzbogacał bardzo wódz Lakotów, który dużo opowiadał o zwyczajach i wierze swojego ludu no i… przeprowadził kilka ceremonii. Pobyt był dzięki jego osobie tym pełniejszy że on znał holocaust od innej strony.
Jego lud i inni Indianie zostali zmasakrowani przez białych kolonizatorów.

ps; trzeba przyznać że obóz jest jak kaktus. Czym się jest go bliżej tym bardziej kłuje. Mimo, że jest się tylko turysta, da się odczuć jego siłę. Teren na którym jest położony znany jest z nagłych zmian pogodowych, silnych wiatrów i podmokłej gleby. Być może to było przyczyną dla której uczestnicy wyjazdu tak słabo sypiali. W czasie całodziennego przebywania w obozie przemakały buty, w budynkach bywało zimniej niż na zewnątrz (krematorium - brrrr ). Na terenie obozu trudno o coś do picia, tak że nie
raz trochę suszyło, ale pozwalało to lepiej rozumieć rzeczywistość obozu.

Franciszek Ledóchowski


Bearing witness at Auschwitz-Birkenau is a mystery.  The main element we keep in mind is not knowing.  The moment we know anything, the mystery is veiled, and we see only our projections and the working of our relative minds.We were in Crematorium I on the first night.  This was the first element of our retreat.  Sitting in silence, bearing witness for an hour and a half.  Plunging into the unknown on a concrete floor, surrounded by concrete walls, red candles burning in front of us in a circle within our circle.  This was the gas chamber.  Tens of thousands had perished in this small space, perhaps as many as 700 at once as the Nazis slowly and carefully perfected the practice of murder by numbers with Zyklon B gas, a pesticide used commercially to eliminate insects.  At first, too slow – more than twenty-four hours to kill all those in the chamber.  Then, not to waste too much of the valuable killing agent, twenty minutes of dying for all in the chamber was considered a reasonable time.  Remarkable this mind of knowing.  When the silent sitting was over we closed in silence and left the chamber, leaving our candles as offerings on the altar in the room.The next morning was our first council, held in the second floor chapel of the Dialogue Center.  This was the second hour and a half of our retreat, listening and sharing from the heart.   Our small group of eight included six Polish, an Oglala Lakota Sioux elder and me, from New York. After a check-in round stating how we were feeling, we started to share more deeply about how we were feeling about the retreat, hopes, fears, expectations and what was going on in this very moment for us.I shared a little like this:  “So as I sat in the crematorium my talkative mind slowed, calmed and quieted.   It rarely happens so nicely, but the atmosphere is quiet, compelling.  Just cold, just silent.  No ghosts, no screaming.  Just silent witness.  And after some time, a strong desire for potato latkes arose.  Where was that coming from?  That wasn’t my mind speaking, I didn’t even know what latke’s really were.  Sitting silently again, then a stronger desire for some other kind of central-European food…………that wasn’t “me” either. What could that”……………………………..and there was an explosion from above in the chapel and all of the lights went out.  Riveting silence reigned.    Shocked silence.
So I passed the talking stick saying, “What was that?  I guess that was enough from me.”As the talking stick moved around the circle our Oglala Lakota friend said he had to pray.
And he prayed in his native language.  And afterwards he did a purification ceremony for all of us in our sharing circle.

The next day he told us he was praying for me, because what happened during my sharing was not simply a coincidence.  There was a message there.  And to me he said, be careful.

Was I shaken?   How could I not be?  What was it?  What did it mean?  What will be the effect?  I don’t know. 

I only know that I am extremely grateful to have had the opportunity to bear witness once again at this place of great power and healing with a dear Polish friend, many new ones and my Lakota friend and teacher.  Let’s please proceed in this great mystery together.
 

Grover Gauntt  Genro Sensei