Społeczna aktywność



Polska Wspólnota Pokoju

Polska Wspólnota Pokoju jest społeczną aktywnością prowadzoną m.in. przez członków polskiej sanghi Kanzeon. Polska Wspólnota Pokoju jest częścią amerykańskiego ruchu Zen Peacemaker założonego przez Roshiego Bernie Glassmana. W Polsce Wspólnotą kieruje Andrzej Krajewski. Główne obszary działania to międzynarodowe i międzywyznaniowe medytacje w Oświęcimiu-Brzezince, warsztaty Porozumienia Bez Przemocy (wg metody Rosenberga) oraz programy wychowawcze i szkoleniowe w więzieniach (dla więźniów i dla personelu więziennego).
www.polskawspolnotapokoju.pl

 

 

Kochani


Po tym jak Roshi Bernie odwiedził nas na seshin w Kazimierzu i podzielił się swoją wizją światowej sieci Zen Peacemakers   –  teraz nasz ruch…
Jeśli Jego słowa trafiły Ci do serca i chcesz swoją praktykę przełożyć na działanie Bohdisattvy, mieć udział w światowym kręgu pokoju – dowiedz się więcej o możliwościach jakie daje Ci członkostwo w Zen Peacemaker Order ze strony: http://zenpeacemakers.org/

Znajdziesz tam również formularz rejestracyjny on-line: http://zenpeacemakers.org/zpo-signup-form-multi-page/.
W rubryce „what ZPO Group you are affiliated with” wpisz: Kanzeon Zen Peacemakers.

Ew. wypełnij go ‘na spokojnie’ w postaci dokumentu PDF (w załączniku) i wyślij do Agnieszki Poliszuk, która jest polskim koordynatorem ZPO:
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.         tel 694 645 143

Ona również udzieli Ci wszelkich informacji!

Pierwszy rok członkostwa dla polskiego kręgu jest bezpłatny, a potem sam/sama zadecydujesz czy możesz i chcesz się dołożyć do wspólnej kasy.

Do zobaczenia w kręgu Kanzeon Zen Peacemakers!

Gassho

Andrzej/Getsugen

 

Medytacje Oświęcimskie “Dawania Świadectwa”


 

1. Relacja prasowa z Medytacji w 1997:

Jesienią 1997 roku, po raz drugi, odbyły się Międzynarodowe Medytacje Oświęcimskie. Ponad stuosobowa, wielowyznaniowa i wielonarodowościowa grupa, spotkała się na terenie byłego największego hitlerowskiego obozu zagłady.

 

Uczestnikami tego szczególnego odosobnienia w Oświęcimiu byli przybysze z wielu krajów - najliczniej reprezentowani byli Niemcy, Polacy, Amerykanie, Żydzi; przedstawiciele różnych tradycji religijnych - buddyści, katolicy, protestanci, żydzi, muzułmanie.

 

Inicjatorem modlitewnych spotkań jest Bernard Glassman, jedna z najbardziej oryginalnych postaci buddyzmu zen w USA. W swym rodzinnym Nowym Jorku założył organizację pod nazwą Zakon Pokoju, której celem jest niesienie pomocy najbardziej potrzebującym.

 

Bernard Glassman uznawany jest za wielki autorytet moralny. Jest także przywódcą duchowym buddyjskiej wspólnoty w Polsce. By otworzyć się na szczególne doznania i uczucia związane z tym wyjątkowym miejscem na ziemi - miejscem kaźni dziesiątek tysięcy ofiar faszyzmu - uczestnicy medytacji w ciszy i skupieniu kontemplowali tajemnicę Oświęcimia.

 

Na rampie, dokąd przychodziły transporty więźniów i gdzie dokonywano wstępnej selekcji, oraz w barakach członkowie wspólnoty modlitewnej odczytywali nazwiska pomordowanych w Auschwitz-Birkenau. Imiona i nazwiska - nie kończąca się litania.

 

Wieczorami w sali kinowej ludzie ci dzielili się swoimi przeżyciami. Opowiadali o przemianach, jakie się w nich dokonały, o swoim osobistym doświadczeniu Oświęcimia. Wiele osób zabierało głos. Wśród nich była Polka, katoliczka, która mówiła o cudzie miłości i pojednania, jakiego doznała podczas tego odosobnienia, o odkrywaniu innego aspektu cierpienia i o zaakceptowaniu Oświęcimia - wcześniej dla niej nie do przyjęcia.

Płynęły kolejne wyznania: młodego Amerykanina, którego przodkowie zginęli w tym obozie, a on dopiero teraz, podczas medytacji, wyzbył się nienawiści; Niemki, córki żołnierza II wojny światowej, Żydówki, która dziękowała niemieckim członkom wspólnoty za odwagę przybycia do Oświęcimia.

Jedna z kobiet z przejęciem wyznaje, że podczas czytania nazwisk miała wrażenie, jakby słyszała głosy. Głosy te mówiły: “ktoś o mnie pamięta, ktoś pamięta moje imię”. Przez pięć dni medytacji na terenie Auschwitz-Birkenau rozbrzmiewała modlitwa wyznawców różnych religii - sprawowana według ceremoniału chrześcijańskiego, żydowskiego, muzułmańskiego, buddyjskiego. Ta wielość wyznań nie stanowiła przeszkody we wspólnej, a zarazem bardzo osobistej kontemplacji, lecz czyniła ją pełniejszą i głębszą.


[opis filmu dokumentalnego “Ktoś Pamięta Moje Imię” reż. Andrzeja Titkowa, 1998 Copyright: TVP]

2. Roshi Bernie Glasmann o Odosobnieniach Oświęcimskich:

 



“W tygodniu dziękczynienia 1996-go roku, w zimne, jasne niedzielne popołudnie, grupa 150-ciu osób z całego świata przybyła do Polski, do Oświęcimia. Ja byłem tam wraz z nimi.


Oświęcim położony jest na południe od Krakowa, pięknego, starego miasta. Jest to małe centrum przemysłowe, w którym przecinają się linie kolejowe biegnące do różnych regionów Polski i dalej na wschód do Rosji, na południe na Słowację i Węgry, na zachód do Niemiec, i innych krajów Europy.

 

Początkowo to właśnie było powodem, dla którego w 1940 naziści wybudowali kompleks obozów koncentracyjnych przylegających do Oświęcimia, w odległości spaceru od centrum miasta. Ten kompleks znany jest jako Auschwitz-Birkenau, a linie kolejowe zbiegające się w Oświęcimiu przywiodły na śmierci ponad pół miliona osób.

 

Wcześniej tego ranka zwiedzaliśmy Kazimierz, starą żydowską dzielnicę Krakowa, pokazaną w filmie Stevena Spielberga “Lista Schindlera”. Wędrowaliśmy uliczkami, które nie zmieniły się w ciągu ostatniego stulecia. Ponad siedemdziesiąt tysięcy żydów mieszkało niegdyś w Kazimierzu. Stare fotografie pokazują rynek przy ulicy Szerokiej, górującą nad nim piękną zabytkową Remu synagogę, tłum polskich żydów kupujących i sprzedających rozmaite drobiazgi na pchlim targu.

 

W 1996 roku ten rozległy plac był niemal pusty. Wąskie alejki, ciemne podwórza, cmentarze i ruiny, pozostały opustoszałe. W 1996 roku nie było prawie wcale żydów w Krakowie. Szacuje się, że w Polsce pozostało około pięć tysięcy żydów, w 1939 roku było ich ponad dwa miliony.

 

Resztę tygodnia spędzimy dając świadectwo Auschwitz-Birkenau. Chciałem aby odosobnienie rozpoczęło się w Krakowie, aby uczestnicy mogli zobaczyć życie takim, jakim było przed obozem. Po wielkim sukcesie filmu Spielberga do Polski zaczęły napływać fundusze na odbudowę Kazimierza i, ponieważ była to moja trzecia wizyta w Krakowie, wyraźnie dostrzegałem różnice. Odbudowano kilka synagog, chociaż nie było jasne, kto miałby się w nich modlić. Domy otaczające plac były odnowione i świeżo pomalowane. Otwarto restauracje serwujące żydowskie dania, pewnego wieczoru odbył się koncert Klezmera. Można powiedzieć, że Kazimierz stawał się modną, elitarna dzielnicą. Nasi Polscy gospodarze powiedzieli nam, że staje się on Krakowską Greenwich Village.

 

Po obiedzie wsiedliśmy do autokarów, które miały zabrać nas do Oświęcimia. Oświęcim to polska nazwa miasta, które Niemcy nazywali Auschwitz. Mieszkający tam przed wojna żydzi nazywali to miasto Oshpitzin, co w Jidysz znaczy “gość”. Mieszkańcy Oshpitzin aż do śmierci znani byli ze swej gościnności.

 

W naszej grupie byli ludzie z Polski, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Izraela, Irlandii, Włoch, Francji, Holandii, Szwajcarii, Czech i Belgii. Byli wśród nas rabini, katoliccy mnisi i zakonnice, buddyjscy księża, mnisi, mniszki i nauczyciele, imam suficki, oraz świeckie osoby rozmaitych zawodów i profesji.

 

Mieliśmy spędzić pięć dni w obozach, większą część dnia spędzając w Birkenau. Zamieszkaliśmy niemal w samym obozie, większość nas mieszkała w muzeum w Auschwitz, w obozie znanym jako Auschwitz I, pozostali zatrzymali się w Międzywyznaniowym Centrum Dialogu położonym o piętnaście minut marszu od Muzeum.

 

Urodziłem się w żydowskiej rodzinie, na Brooklynie, dzielnicy Nowego Yorku. W grudniu 1994 roku po raz pierwszy odwiedziłem Auschwitz i ślubowałem, że wrócę tu za dwa lata aby poprowadzić w obozie Odosobnienie Dawania Świadectwa. Odosobnienie nie tylko dla żydów, buddystów czy chrześcijan, lecz dla wszystkich - dla ludzi z różnych krajów, różnego pochodzenia, różnych ras, mówiących różnymi językami. Ludzi z różną przeszłością, z rożnymi wspomnieniami.

 

Hitler i nazistowskie Niemcy z determinacją starali się wymazać różnice, wynieśli ponad wszystkie jedną rasę i jedną kulturę, wszystkie inne klasyfikując jako gorsze, niektóre z nich przeznaczyli do zagłady.

 

Ja chciałem zebrać ludzi różnych religii i narodowości w miejscu, gdzie różnorodność została skazana na okrutną śmierć. Właśnie tam mieliśmy dawać świadectwo dzielącym nas różnicom.
W rezultacie miało pojawić się uzdrawianie. Jak miało się to stać i jaki kształt miało przybrać - nie miałem pojęcia. Lecz byłem tak pewien, że to się stanie, że podczas ustalania planu odosobnienia zdecydowałem się zakończyć je kolacją dziękczynienia. Byłem pewien, że w ciągu tych pięciu dni pojawi się głęboka wdzięczność i potrzeba wspólnego świętowania. Lecz kiedy pytano mnie jak się to stanie odpowiadałem szczerze, że nie wiem”

Roshi Bernie Tetsugen Glassman

zobacz również: XIV jesienne medytacje oświęcimskie 2009

 

3. Zazen w więzieniu

Magdalena Wronecka, mniszka buddyjską wyświęcona przez Roshiego Genpo od kwietnia 2004 roku prowadzi grupę zazen w więzieniu we Wrocławiu. Zaczęło się to wtedy, gdy jeden
z więźniów skierował do władz więziennych prośbę o umożliwienie mu praktykowania. Od tego czasu grupa rozrosła się i ciągle powiększa.
Działalność obejmuje cotygodniową medytację, liturgię, mowy Dharmy. Poza prowadzeniem grupy medytujących we Wrocławiu, prowadzona jest korespondencja z więźniami z innych miast Polski…

Rafal:
“To miejsce - więzienie szczególnie potrzebuję medytacji. To tutaj w końcu doświadczam skutków własnej ignorancji, to tu można wyciągnąć wnioski z własnej karmy. Świadomość,
że już na nią wpływam, poprzez wydawałoby się niewinne siedzenie w zazen, wielokrotnie pomagała mi znosić trudne, bolesne chwile. Dzisiaj już nie tyle znoszę, co przyglądam się
i staram się wszystko przyjąć takie jakie jest.”

(źródło: Przebudzeni.pl - Praktyka buddyjska w wiezieniu)  www.przebudzeni.org

Kontakt: magda@przebudzeni.org