Wspomnienia o Roshim Maezumim - mowa Roshiego Kwonga



 

Mowa Dharmy wygłoszona przez Roshiego Jakusho Kwonga
14 lipca 2005 podczas Ango w Wildze

 

Pewnego razu, ktoś dał mi wiersz napisany przez Roshiego Maezumi. Jest wiele sposobów czytania tego wiersza, ale w zen jest tylko jeden sposób.
To jest jak twoje dojrzewanie w praktyce zen.

Roshi Maezumi ma szczególne miejsce w moim sercu, tak samo jak Dea San Sa Nim. Miałem wielkie szczęście, że mogłem odziedziczyć, ponieść dalej ich Dharmę. Spędziliśmy razem wiele godzin. Jesteśmy z różnych tradycji: Japonia i zen koreański. Spotkanie było możliwe zapewne dlatego, że żyliśmy w Ameryce. To nie mogło się wydarzyć w Chinach, w Korei, czy w Japonii. Mogliśmy się otworzyć, wychodząc poza tradycję, żeby się nawzajem wspierać.

Pamiętam jak spotkałem Roshiego Maezumiego kiedy on był znacznie młodszy i słyszeliśmy że on ma przekaz zarówno w linii Soto jak i w linii Rinzai. Byliśmy wtedy młodymi uczniami, jak wy teraz. Nie wiedzieliśmy, co o tym myśleć, ale wiedzieliśmy, że jest to osoba, której warto się przyglądać, którą warto obserwować.

Był taki czas, kiedy Roshi Maezumi zamierzał zbudować klasztor i przyszedł do Roshiego Suzukiego, aby poprosić o rekomendacje i wsparcie tego projektu. Roshi Suzuki odpowiedział: „Nie sądzę żebyś potrzebował mojego podpisu. Osoby które już cię popierają są znacznie słynniejsze niż ja.” To jest rodzaj historii zen, dzięki której trochę więcej rozumiesz, skąd to wszystko pochodzi i jak się zmienia, zgodnie z otoczeniem i okolicznościami.
W tym roku kończę 70 lat i właśnie tu pierwszy raz noszę rakusu na mowie dharmy. Nie robisz tego w Japonii czy Chinach, ale tu na Zachodzie, możemy to zrobić, ale dopiero po siedemdziesiątce. Nosiłem okesa w czasie sessin na Sonomie, kiedy było 116 F i przy innej pogodzie. On
wskazuje na Shiuso też będzie mógł to zrobić po siedemdziesiątce. W ten sposób zmieniamy tradycję. Ale właściwie nie zmieniamy niczego. To co się przejawia, nie jest istotą sprawy, jest tylko wyrażaniem tego. Musimy pamiętać, że to tylko przejawy, zewnętrzny wyraz tego, co w głębi.

To, co odpowiedział wtedy Roshi Suzuki na prośbę Roshiego Maezumiego, zrobiło na mnie duże wrażenie. Nie dał swojej rekomendacji. Stwierdził, że to niepotrzebne. To było jak policzek. Uznał, że ego Roshiego Maezumiego jest za bardzo zaangażowane w to zbieranie funduszy, mimo że był mistrzem zen. Oczekujemy, że nasz nauczyciel będzie doskonały.

Jest taka interesująca historia, którą opowiadał Roshi Uchiyama. Wskazywał w niej na to samo.
Czy znacie Miyamoto Musashi? Był jednym z największych mistrzów miecza w historii Japonii. Częściowo na podstawie jego legendy, po II wojnie światowej, wyrosły samurajskie filmy i ludzie zaczęli interesować się kinem japońskim.

A więc jest to historia o Bokuden, który był słynnym mistrzem miecza, a Musashi był wtedy młodym mężczyzną i chciał sprawdzać innych. Sprawdzając innych sprawdzał właściwie siebie samego, żeby dowiedzieć się jaki jest silny. Dowiedział się więc gdzie mieszka Bokuden, a było to w górach, i udał się tam nocą złożyć mu potajemnie wizytę. Zaatakował Bokudena, gdy ten przyrządzał wieczorny posiłek. Według historii, Bokuden zrobił tylko tak [Roshi pokazuje zasłonę nad głową] i zatrzymał w ten sposób jego miecz. Roshi Uchiyama powiedział, że to niemożliwe. W jaki sposób stary człowiek może coś takiego zrobić? Przede wszystkim, [obronił się drewnianym naczyniem]to było drewniane naczynie, które zostałoby rozbite.


Jest taki wiersz na temat wigoru i mądrości.
„Kiedy wypuści się strzałę z najsilniejszego łuku, nie można przebić delikatnego jedwabiu”.
Gdy Roshi Uchiyama był małym chłopcem poznał człowieka, który wprowadził Judo. Jigoro Kano, który był wtedy już starym człowiekiem i który powiedział: „Zwykle najsilniejsi są ludzie, którzy mają dwadzieścia kilka czy trzydzieści kilka lat.” Osiągają wtedy czarny pas, a potem zdobywają piąty, szósty, siódmy, ósmy, dziewiąty dan.… Kano miał 10 dan. Jednak najwyższe stopnie nadawane są bardziej ze względu na szacunek dla wieku i ze względu na status, a nie dlatego, że starzejąc mistrzowie stają się silniejsi. Jak się starzejesz, jak osiągasz półmetek, gdzieś w okolicy 45 lat, zaczynasz się zastanawiać nad swoim życiem. Czego dokonałeś, czego nie zrobiłeś i jest to rodzaj punktu zwrotnego, mniej więcej w tym wieku.
Ja w tym wieku myślałem, że robię się stary. Widziałem niedawno jakieś moje zdjęcia z tego okresu i wydaje mi się, że wyglądam tam starzej niż teraz. Potraktujcie to jako pewną instrukcję, przez co będziecie przechodzić.
Zawsze myślałem, że silniejsi są starsi, ale Roshi Uchiyama mówi nam, że najsilniejsi są ludzie dwudziesto- i trzydziesto-letni. Mimo to, w moim wieku, cieszę się z tego, że może mam mniej wigoru, ale więcej mądrości [śmiech].

Byłem zadowolony gdy poznałem tę historię, bo przecina to nasze projekcje w temacie bycia doskonałym.

Chcemy czegoś co jest doskonałe, a to nie jest doskonałe. To jest tylko idea, do której jesteś przywiązany, żeby ktoś inny, nie ty sam, a czasami nawet ty sam, był doskonały.
Ale to jest naprawdę trudne samemu być doskonałym, łatwiej żeby był to ktoś inny. Kiedy to się dzieje, to w pewien sposób więzimy drugą osobę, a także siebie, swoją świadomość. Więzimy się ideami.

Było takie sessin Tokubetsu w Green Gulch [1995] i pełniłem tam funkcję Jishi Roshiego Maezumiego. To było sessin tylko dla nauczycieli zen, którzy nauczają w stylu Roshiego Suzukiego i było organizowane przez szkołę Soto. W czasie sessin byliśmy bardzo zatroskani zdrowiem San Sa Nima. Roshi Maezumi przyszedł i powiedział: „Może powinniśmy się skontaktować i dowiedzieć o zdrowie San Sa Nima?” - San Sa Nim niedawno przeżył atak serca. Powiedział to do mnie trzy razy. Ironią losu jest, że San Sa Nim wciąż żył a Roshi Maezumi zmarł wkrótce potem.
To było dla mnie bardzo specjalne sessin. Przed tym sessin Soen Sa Nim zapraszał co trzy lata Roshiego Maezumiego, Mahaghosanandę i mnie na pielgrzymkę do Korei i Chin. Przed tymi pielgrzymkami bardzo się bałem Roshiego Maezumiego i Soen Sa Nima. Dlatego, że ich styl był… jakby polował na ciebie. Chciał cię złapać i wycisnąć [Roshi pokazuje], a potem jak cię wycisnął, to łapał wszystko co wycisnął. Bo niektórzy wyciskają cię i po prostu puszczają, a tu jest różnica, on cię wyciskał, ale złapał całego, wszystkie kawałki. Tak jak Rick Fields w książce „Jak łabędzie przybyły do jeziora”.

Opisując ceremonię ustanowienia Roshiego Testugena opatem, opowiada jak widział ludzi uciekających ze strachu przed Roshim Maezumim. To jakaś informacja dla nas. Daje nam jakieś pojęcie o tym człowieku. Nauczyciele też mają swój proces, przez który przechodzą.

Roshi Maezumi uczył mnie kiedyś jak złapać ważkę. To było w świątyni Szóstego Patriarchy w Chinach. On powiedział: „Jakusho, patrz!” Czasami mówił bardzo cicho, prawie szeptał, i nagle znajdowałeś się w zupełnie innym miejscu. Był tam taki piękny łukowy mostek nad stawem z kwiatami lotosu. Na poręczy siedziała ważka. Powiedzieć wam jak on to zrobił? Podszedł do ważki…; myślę, że gdybym ja był owadem, to chciałbym być właśnie ważką. One są wspaniałe, gdy latają i jedzą w powietrzu. I wydaje się, że ich głowy obracają się dookoła własnej osi o 360 stopni. Widzą wszystko dookoła. Więc on podszedł do tej ważki. Ważka go zobaczyła. On podszedł powoli i wyciągnął swoją dłoń z wyprostowanym palcem wskazującym. I ważka widziała ten wielki palec, a Roshi zaczął robić w ten sposób… [Roshi wykonuje kółka wyciągniętym palcem wskazującym, śmiechy]. I potem ją złapał [nadal śmiechy], a potem ją puścił.

W późniejszych latach spotykałem już innego Roshiego Maezumiego, i nadal się go bałem, ale nie tak bardzo. Więc kiedyś Dae San Sa Nim zabrał nas na pielgrzymkę po Chinach. Byliśmy w świątyni Szóstego Patriarchy, która prawdopodobnie pochodzi z 688 roku i jest naprawdę wielką świątynią. Było tam cieplej niż tutaj i drzewa były dużo większe. Widziałem kij Szóstego Patriarchy. Ktoś zapytał mnie, czy chcę go potrzymać, odparłem że tak, i miałem go w ręku. On waży z 60 kilogramów! Zastanawiałem się potem, jakiego rodzaju człowiekiem on był? Żeby nosić 60 kilogramowy kij! A może to Jishia go nosiła? [śmiechy] Ale historia mówi (zaczynam być trochę podejrzliwy w stosunku do tych opowieści), że on wziął ten kij, uderzył w ziemię i tam wytrysnęła woda. I ta woda tryska tam do dziś. I nadal jest najczystszą wodą w Chinach. Gromadzi się w specjalnym zbiorniku na tyłach świątyni. Kiedy jednak tam poszliśmy, zbiornik był pusty. Zaciekawiłem się, czy może wyschła z powodu braku praktyki? Tak może się stać. Okazało się, że okoliczni mieszkańcy chcieli się tam kąpać, aż musiano zakręcić ujście czy skierować je gdzie indziej. Ale mamy takie zdjęcie z Roshim Maezumim, jak pijemy wodę Szóstego Patriarchy. Taki szczególny moment.

Innym razem Dae San Sa Nim zabrał nas do Korei. Korea różni się od Japonii, nie leży na wyspie tylko na kontynencie i może dlatego nie ma tam takiej super organizacji jak w Japonii. Mam wrażenie, że wyspiarze są lepiej zorganizowani i spięci, tak jak Brytyjczycy na przykład. Japończycy są bardzo spięci. Jest taka świątynia o nazwie Świątynia Oceanicznej Pieczęci. Te świątynie są bardzo duże. Dowiedzieliśmy się, że w czasie wojny japończycy zniszczyli bardzo dużo koreańskich świątyń, może 80% z nich. A ta świątynia jest bardzo szczególna. Jest to jedno z niewielu miejsc na ziemi gdzie przechowywana jest cała Tripitaka. Teksty są wyrzeźbione na drewnianych blokach jak matryce drukarskie, tak że można nimi drukować. Drewno pochodziło z Chin. Sam transport i przygotowanie go zabrało wiele lat, przynajmniej 45 lat. Drzewo trzeba było znaleźć i ściąć, potem było zakopywane a następnie przechowywane w słonej wodzie, a dalej suszone. I dopiero potem transportowano je wodą lub lądem do Korei. A na miejscu musiano wygrawerować teksty co zajęło kolejne 16 lat. Jesteśmy spadkobiercami tej kultury, aby nie przepadła.
Sama budowa tej świątyni jest interesująca. Położna jest na zboczu góry i posiada długie pawilony otwarte na końcach tak aby mogło przepływać powietrze. Dzięki temu drewniane tabliczki pozostają suche. Normalnie turyści nie mają tam wstępu, ale ponieważ byliśmy z San Sa Nimem, mogliśmy z nim wejść do środka. Sutra Serca, która wisi obok naszego ołtarza, to właśnie wydruk pochodzący z tej Świątyni Oceanicznej Pieczęci. Nasz przewodnik szukał tabliczki z Sutrą Serca i gdy w końcu ją znalazł, podał ją Roshiemu Maezumiemu, który uniósł ją ponad głowę i zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie. To był taki szczytowy punkt tej wyprawy.

Dużo różnych takich drobnych spraw. Na przykład gdy byliśmy w Świątyni Szóstego Patriarchy, dowiedzieliśmy się, że gdzieś niedaleko jest miejsce, gdzie żył Sekito Kisen. Bardzo się podekscytowaliśmy i zaczęliśmy planować jak się tam dostać. Ale w końcu okazało się, że to jednak za daleko i nie możemy tam pojechać. Byliśmy bardzo rozczarowani. Wszystkie świątynie wielkich nauczycieli są na południu. Szósty Patriarcha, Sekito Kisen, Ummon itd.

Te świątynie są teraz zaniedbane, niszczeją, są własnością partii komunistycznej. Można spotkać wielkie rzeźby niszczejące w budynkach z dziurawym dachem. Wielka szkoda.

W Świątyni Szóstego Patriarchy mnisi są bardzo starzy albo bardzo młodzi. Wyraźnie widać tę przerwę pokoleniową, a także ślady rewolucji kulturalnej. U starszych mnichów można zobaczyć również ślady w postaci brakujących palców, czy też braku wigoru w ich oczach. Młodzi mają dużo energii i chęci do nauki, ale nawet tam, w Świątyni Szóstego Patriarchy, nic nie wiedzą o medytacji. Byliśmy tym zaskoczeni.
Żeby zorganizować sessin w Chinach San Sa Nim musiał przekupić władzę, dać łapówkę. Ale udało się nam zrobić 2-dniowe sessin. Ponieważ świątynia jest własnością partii komunistycznej, oni wyznaczyli gdzie ma się odbyć praktyka. Dla nas to był wielki zaszczyt, ponieważ wybrali Salę Założycieli. To ta sala, w której siedzi mumia Szóstego Patriarchy. To wielki zaszczyt siedzieć obok Szóstego Patriarchy, tym bardziej że tradycyjnie w klasztorze tak się nie robi. Ta sala nie służy do medytacji.

Ojej, która godzina?? A to miał być tylko wstęp…[śmiechy]

To jest zdjęcie Roshiego Maezumiego [Roshi pokazuje całostronicowe zdjęcie z magazynu Shambala Sun]. Ten wiersz Roshi Maezumi podarował Roshiemu Glassmanowi. Znam Roshiego Tetsugena od bardzo dawna.
Kiedy po śmierci Roshiego Suzukiego byłem poza San Francisco Zen Center, szukałem praktykujących towarzyszy, sanghi. Dzięki temu poznałem wiele osób z innych grup. Mogłem zaprzyjaźnić się z osobami z grup koreańskich czy z wadżrajany i to było dla mnie błogosławieństwo. Było to wielkie błogosławieństwo, ale też spotkania z inną tradycją powodowały obawę. Na przykład tak jak my jemy, to jest jakby w stylu babci, u Koreańczyków są ogromne michy, ale nie ma dokładek. Ale jak praktykujemy z ludźmi z innych tradycji, to musimy porzucić przywiązanie do naszych rytuałów, do tego jak my robimy pewne rzeczy.

Ten wiersz był przekazany jako wiersz potwierdzający dla Roshiego Glassmana.
Słyszeliście o nim? Czy słyszeliście, że on stał się pewnego rodzaju klownem, aby rozśmieszać ludzi? On czasem nazywa siebie Bubisattwą. Powód dla którego Bernie jest klownem jest taki, że przedtem był bardzo poważną osobą. Dlatego poprzez trening stał się klownem. Ja nie sądzę, żebym chciał być klownem, ale ja potrafię się śmiać, a kiedy nie możesz, nie potrafisz się śmiać, to znaczy że powinieneś zostać klownem.

Dużo dobrej kawy razem wypiliśmy.

Więc na sessin Tokubetsu byłem Jishią Roshiego Maezumiego, a po sessin mieliśmy miłe spotkanie z moimi synami. Potem pojechałem do Europy żeby spotkać się z Mahagosanandą w Paryżu. Ale Mahagosananda zapomniał o tym, że się ze mną umówił? Gdy prosisz o coś Mahagosanandę, on zawsze mówi „Tak”. Więc musiałem wtedy wrócić do Ameryki, do Halifax w Nowej Szkocji na ceremonię intronizacji Sakyonga, syna Trungpy Rinpoche. Gdy wyjechałem z tej uroczystości, na lotnisku przywołano mnie przez głośniki do telefonu i dowiedziałem się, że właśnie umarł Roshi Maezumi.

To był szok.

Roshi zostawiał swoje okulary w różnych miejscach. Wszyscy wiedzieliśmy, że to jego okulary i zegarek. Roshi zmarł w Tokio, w domu swojego brata. Ten wiersz przekazał swojemu bratu na dwie godziny przed śmiercią. Dlatego że Tetsugen był w Ameryce. Więc oto ten wiersz:

 

I knew the watch and glasses
but not the face they said was yours
there cold in drifts of white flower petals.

They said it was your body
we carried in kesa-covered box.
How could I know?
Before you always carried us.

Soon they bring us sharp white bone pieces.
Wait!
Now I know you.
Now I know you.



Znałem zegarek i okulary
ale nie twarz o której mówili, że jest twoja
tam, w chłodnych powiewach białych płatków kwiatów.

Mówili że to twoje ciało
niesiemy w trumnie pokrytej okesą
Skąd miałem wiedzieć?
Przedtem to ty zawsze nas nosiłeś.

Wkrótce przyniosą nam ostre białe kawałki kości.
Czekaj!
Teraz cię znam.
Teraz cię poznaję.

 

[Michał Kłobukowski]


Znajomy był mi ten zegarek i okulary
ale nie twarz, podobno twoja
zimna w strumieniu płatków białych kwiatów.
Podobno to twoje ciało
nieśliśmy w skrzynce przykrytej kesa.
Skąd miałem wiedzieć?
Dotąd to zawsze ty nas nosiłeś.

Po chwili przynoszą nam ostry kawałek białej kości.
Czekaj!
Znam cię.
Znam cię.


[Michał Czernuszczyk]

To bardzo interesujący wiersz zen.
To jest jakby list do Tetsugena, jego najstarszego spadkobiercy, ale w jakiś sposób jest to list do niego samego, do autora. To było zaledwie dwie godziny przed śmiercią, a miał tylko 64 lata. Był bardzo młody.



Weźmy pierwsze trzy linie. To są takie osobiste rzeczy, z którymi się identyfikujemy, to są moje okulary, a to jest samochód czy rower, którym jeździsz. Znamy się nawzajem poprzez te obiektywne przedmioty, ale nie znamy swoich twarzy. Nie znasz twarzy, twarzy, która jest twoja. Znamy te rzeczy, ponieważ mamy dla nich nazwy, ale nie znamy prawdziwej twarzy osoby, a ponieważ nie znamy prawdziwej twarzy osób, to jest zimne, to są przedmioty, nie ma w nich życia.

 

w chłodnych powiewach białych płatków kwiatów

 

Roshi Maezumi nazwał swoją grupę Sanghą Białego Kwiatu Śliwy. Wyrażenie "kwitnąca śliwa" jest jednym z symboli zen, ponieważ śliwa rozkwita późną zimą, w trudnych warunkach, podczas chłodu i śniegu. Ponieważ te przedmioty nie są twoją twarzą, one razem z twoją twarzą leżą chłodne w tym powiewie płatków, gdy wiatr niesie je w czasie kwitnienia śliw. Następny fragment:

 

Mówili że to twoje ciało
niesiemy w trumnie pokrytej okesą

 

Gdy umiera nauczyciel lub mnich, to kładzie się okesa na trumnie.


Mówili że to twoje ciało.

Jakżeż oni mogli wiedzieć, że to było jego ciało? I mówi: „

 

Przedtem to ty zawsze nas nosiłeś. W ten sposób wiesz.


Gdy ciało poddaje się kremacji, to oddają ci potem takie niewielkie, ale dosyć ciężkie pudełko, w którym mieszczą się pozostałości, a w popiele można dojrzeć takie ostre kawałki kości.

Wkrótce przyniosą nam ostre białe kawałki kości.

I mówi:


Czekaj! Teraz cię znam.


To piękne.



Tłumaczenie na żywo Jerzy Kuun Dmuchowski
Spisał Sławek Mumonzan Lipski
Konsultacje Beata Hryciuk, Wojciech Gajewski


Na końcu artykułu w "Shabhala Sun" jest jeszcze jedna zwrotka wiersza:

 

 

Life after life, birth after birth
Never Falter.
Do not let die the Wisdom seed of the Buddhas and Ancestors.
Truly! I implore you!



Życie po życiu, narodziny po narodzinach
Nie poddawaj się.
Nie pozwól umrzeć ziarnu mądrości Buddów i poprzedników.
Nalegam z całą mocą!