Tradycja




Bernie Roshi Glassman

Moje zdanie na temat używania słowa „tradycja”

Jestem świeżo po spotkaniu świeckich nauczycieli Zen. Wzięło w nim udział około dwudziestu nauczycieli. Wielu z nich mówiło o tradycji. Próbują oni wprowadzać zmiany w tym, co nazywają tradycją, czy też co księża w ich sanghach nazywają tradycją. Muszę przyznać, że temat ten trafia prosto w jedno z moich czułych miejsc i doprowadza mnie do szału.

Definicja słowa „tradycja” według Słownika Merriam-Webster to sposób myślenia, zachowania lub działania ludzi pochodzących z tej samej grupy, rodziny, społeczeństwa kontynuowane przez długi okres czasu.

Swój trening buddyzmu Zen rozpocząłem 58 lat temu. Praktykowałem pod okiem mojego głównego nauczyciela – nazywam go rdzennym nauczycielem – Meazumi’ego Roshi. Praktykowałem z nim każdego dnia licząc od roku 1963, aż do momentu, gdy przeniosłem się do Nowego Jorku, w którym zacząłem prowadzić własne zendo. Pochodzę z Nowego Jorku. Trenieng Zen z Maezumi Roshi odbywał się w Los Angeles.

Mój nauczyciel urodził się w bardzo tradycyjnej rodzinie, która praktykowała buddyzm Zen w stylu Soto. Ojciec Maezumi’ego Roshi był powszechnie poważanym japońskim nauczycielem tej sekty, ale nie był aż tak bardzo tradycyjny. Był główną postacią w szkole Zen Soto w Japonii. Był też prezesem japońskiej wspólnoty buddyjskiej. Podjął wiele decyzji, z powodu których fundamentaliści japońscy szkoły Soto wpadali w wściekłość.  

Gdy poznałem mojego nauczyciela Zen, Meazumi Roshi, uważano go wówczas za osobę bardzo nietradycyjną. W swojej młodości uczęszczał do Buddyjskiego Uniwersytetu w Komazawie, jednocześnie mieszkał w Dojo prowadzonym przez świeckiego nauczyciela Koryu Roshi, założyciela „Shakyamuni Kai”. Była to świecka grupa uczniów i nauczycieli Zen, których główną praktyką było rozwiązywanie koanów. Koryu’ego Rosh uważam za mojego nauczyciela serca. Pierwsze koany przeszedłem właśnie z nim. Na samym początku pojechałem do Japonii i przeszedłem u niego jakieś sto koanów. Nauczyciela Koryu Roshi - Joko Roshi-  martwiło zachowanie księży w Japonii. Nie podobało mu się to, że jest wśród nich aż tylu alkoholików i że uganiają się za kobietami. Jego zdaniem, nie było w nich wiele zainteresowania Dharmą, ale zarabianiem pieniędzy dzięki odprawiwaniu pogrzebów w kraju. 

Dlatego też stworzył organizację „Shakyamuni Kai” i nie pozwolił żadnemu z księży na trening w niej. Wyjątkiem był Maezumi Roshi i jeszcze jedna, czy dwie osoby. Maezumi Roshi był księdzem sekty Zen Soto. Ale ćwiczył koany, studiował z nim i trenował się w stylu świeckiego Zenu.

Trenował ona także z innym mistrzem szkoły Soto – Yasutanim Roshi. Ten nauczyciel był bardzo rozczarowany sektą Soto w Japonii, ponieważ tylko księża mielipozwolenie na bycie nauczycielami. Najważniejszą pracą, jaką wykonywali japońscy księża szkoły Soto było odprawianie pogrzebów. Zaledwie kilku z nich medytowało, kilku byłozainteresowanych zgłębianiem współzależności w życiu. Dlatego też Yosutani Roshi założył własną grupę nazwaną  „Sanbo Kyodan” („San Bo Kyo Dan”) - grupę nauczycieli Zen,zarówno świeckich jak i wyświęconych. Każdy mógł się przyłączyć. Yasutanim Roshi używał bardzo różnych technik. Jego uczniowie rozwiązywali koany, ćwiczyli shikantazę i praktyki oddechowe. Wiele osób różnych wyznań praktykowało w „Sanbo Kyodan”. Niektórych znacie, np. Ojciec Lassalle.

Takie są korzenie Maezumi’ego Roshi. Później przyjechał do Stanów, żeby prowadzić świątynię Soto. Przyłączył się wóczas także do świeckiego bardzo nauczyciela, z którym praktykowano koany – Senzaki’ego Sensei. Był on wyjątkową postacią. Trudno stwierdzić jaką tradycją podążał.

Prawdę mówiąc, gdy zacząłem praktykę z Maezumim Roshi, wielu Japończyków uważało, że on również jest bardzo nietradycyjny. Oznaczało to tyle, że nie robił dokładnie tego, co robili oni.

Meazumi Roshi stworzył wiele nowych form praktyk, ale przekazywał nam także te, których nauczył się od swoich nauczycieli. Gdy trenowałem u niego w LA, stale powtarzał mi, żebym tworzył nowe formy przekazu nauk, takie które będą najbardziej odpowiednie dla danego czasu i miejsca (dla państw Zachodu).
– Odrzuć wszystko to co nie działa w tej kulturze i stwórz formy, nowe formy, które będą odpowiednie na Zachodzie. Mój nauczyciel był więc bardzo nietradycyjny. Oddziedziczyłem po nim tradycję bycia nietradycyjnym. Uczyłem się metod typowych dla buddyzmu Zen szkoły Soto. Główną metodą jest liturgia. Oraz dwa różne systemy koanów. Przeszedłem więc przez różnorodny trening, który swoimi korzeniami sięga daleko w przeszłość, a który nazywamy „tradycją”, choć wywodzi się ona przede wszystkim od naszych nauczycieli i ich nauczycieli. Wierzę, że udało mi się kontynuować nauki Meazumiego Roshi, ponieważ zostałem zaklasyfikowany jako nauczyciel nietradycyjny. Moim zdaniem podążałem za tradycją, za tą, którą odziedziczyłem po swoim nauczycielu i którą noszę w swoich genach.

Ostatecznie jeżeli spojrzymy na Siakjamuni Buddę, od którego to wszystko pochodzi, to nie pozostało nic z czym mógłby się on zgodzić, ani w Kamakura Zen,ani późniejszych formach buddyzmu. Oczywiście jest wiele osób, szczególnie w Theravadzie, które bardzo starają się utrzymać dokładnie takiej formy, w jakiej nauczał Budda. Często staje się to jednak przyczyną wielu problemów.
Jak wiemy Vinaya, szczegółowo przedstawiony przez Buddę, wprowadza duże rozróżnienie pomiędzy kobiety i mężczyzn. Jest tam wiele zasada i regulacji, które miały sens w czasach życia Buddy, ale z czasem straciły go. Sztywne trzymanie się dawnych zasad może obecnie doprowadzić wielu do smutku. Odwołuję się tu do praktyki gejów, zagadnienia gender i wielu innych spraw.

Jak wiecie jestem Żydem. Pochodzę z tradycji żydowskiej, założyłem Zen Peacemakers Order of DisOrderi. Kocham słowo „mishegass”, pochodzące z języka jidisz, a które Leo Rosten definiuje jako:

1. Absurdalna wiara; nonsens; halucynajca;
2. Fiksacja.

W praktyce buddyjskiej uczymy pozbywać się naszych fiksacji, puszczenia naszych pomysłów i konceptów… Gdy więc słyszę ludzi, którzy rozmawiają o swojej „tradycji buddyjskiej”, od razu przychodzi mi na myśl to, że rozmawiają o swojej „mishegass”...

Na koniec chciałbym przypomnieć cytat z nauk Siakjamuniego, którego zdaniem jedyną stałą rzeczą w życiu jest samo życie w bezustannej zmianie.

Tłumaczenie: Sabina Steckiewicz