Mowa Dharmy Genno Roshi - 21 czerwca 2014




Sessin w Wilanowie

21 czerwca 2014 roku

Mowa Dharmy Genno Roshi


Genno Roshi: W czasie mojego ostatniego pobytu w Wilanowie Małgosia siedziała obok mnie. Dałam wówczas mowę Dharmy ‒ o miłości.

Powód, dla którego jestem dzisiaj z wami jest ten sam. Wszyscy zebraliśmy się z tej samej przyczyny. Jesteśmy tu ponieważ kochamy Małgosię. Cieszy mnie niezmiernie fakt, że widzę tyle znajomych twarzy. Relacja z wami jest dla mnie bardzo ważna, podobnie jak bezpośrednie spotkania w czasie dokusanów ‒ są one dla mnie bardzo cenne. Dzięki nim mogę przyjrzeć się bliżej pracy Małgosi. Mogę zobaczyć głębię waszej praktyki ‒ to, co Małgosia wszczepiła w was przez ostatnie lata. Trudno mi o tym wszystkim mówić. Dobrze, że jesteśmy w tej chwili razem, dobrze, że możemy wspólnie patrzeć na to, co się pojawia.

Czuję wielką siłę płynącą z tego wspólnego bycia przez ostatnie kilka dni. Stoimy twarzą w twarz ‒ nie w teorii, ale naprawdę bardzo blisko ‒ stoimy w obliczu życia i śmierci. Od kilkorga z was usłyszałam, że tak trudna sytuacja, w jakiej znalazł się wasz nauczyciel, sprawiła, że życie staje się bardzo intensywne ‒ to bycie tu i teraz, właśnie w tym momencie.

Spędziłam trochę czasu z Małgosią w szpitalu. Ona również jest bardzo uważna. Jest oczywiście bardzo zmęczona, dużo śpi, ale gdy się budzi jest dokładnie z sytuacją. Wszystko to, co się teraz dzieje jest naszą praktyką, bo to życie i śmierć są naszą praktyką. Zadajemy sobie pytania: Czym jest życie? Czym jest śmierć?

W pewnym momencie przestaniemy znajdować się w tym ciele. Być może część z nas zaczęła praktykę właśnie z tego powodu ‒ z lęku przed nieistnieniem. Z lęku przed pytaniem: Jakie jest moje życie? Jaka będzie moja śmierć? Czy moje życie ma sens? Co chcę zamanifestować teraz, kiedy znajduję się w ciele-umyśle?

Stawiamy sobie te pytania, ponieważ pragniemy żyć pełnią. Dlaczego rozpoczęłam praktykę? Zaczęłam medytować ponieważ pragnę żyć pełnią mego życia, ponieważ wcześniej moje życie toczyło się gdzieś obok mnie, beze mnie. To było jak zaburzenie, które oznaczało nieobecność w życiu. Czasami myślę, jak bardzo łatwo nam być zaburzonymi, nieobecnymi. Tkwimy w tej nieobecności, bo boimy się żyć pełnią życia. I nie akceptujemy faktu, że mamy przed sobą tak niewiele czasu.

Kiedy jesteśmy w pełni obecni, życie okazuje się niezwykle bogate.
To może być aż przerażające, bycie tak przytomnym!

Obecność pojawia się w chwili, w której nie ma Czasu ‒ nie ma przeszłości, ani przyszłości. Jest tylko Teraz. Gdy tej całkowitej obecności, o której mówię, nie doświadczamy w pełni, zadajemy pytanie:

‒ No to gdzie ja wtedy będę?

Chwila poza czasem, bez „przed” i „po”, bez przeszłości i bez przyszłości. Gdy pojawia się pytanie: ‒ Gdzie ja wtedy jestem? – oznacza to, że odzywa się ‘ja’. Ono sprawia, że oddzielamy się i przestajemy być dokładnie z tym, co właśnie się dzieje.

Myślę o Małgosi, jej ekstremalnie trudnej sytuacji i o moim z nią związku. Wszystko, co od niej dostałam jest darem. Każda chwila spędzona z nią jest darem; każdy wspólny moment. Jest nas tu wielu, myślę, że dzieliła się z nami wszystkimi. Dała nam bardzo wiele.

Jesteście jej sanghą. Jesteście ze sobą w bardzo silnym związku. Siła, która płynie z więzów wspólnej praktyki jest wyjątkowa. Jest to moc płynąca z dzielenia się wspólną medytacją, wspólnym siedzeniem, stawianiem pytań. Nie jesteśmy w stanie zdefiniować, ani opisać tego, czym się dzielimy, ani wytłumaczyć dlaczego jest to tak silne. Dajemy sobie coś, czego nie można do końca wyrazić.

Ta wymiana jest potężna i łączy nas na całe życie. Można opuścić sanghę, niektórzy odchodzą, lecz związek pozostaje. Niektórzy wracają po latach. Wygląda tak, jakby nigdy nie odeszli. Są dalej połączeni. To właśnie jest moc sanghi.

Wszyscy nosicie w sobie Małgosię. Małgosia jest w komórkach waszego ciała. Jest w was, w waszym systemie, w waszym ciele-umyśle. Niesiecie w sobie, manifestujecie sobą ten dar, który od niej dostaliście. Kilka dni temu Małgosia poprosiła mnie, żebym dzisiaj dała mowę Dharmy.

‒ Ale o co mam powiedzieć? ‒ zapytałam.

‒ Zapytaj ich, co to znaczy mieć chorego nauczyciela – powiedziała.

Wczoraj odbył się Krąg i chyba o tym właśnie rozmawialiście, ale może chcecie jeszcze coś dodać?

Uczeń:
Mam wrażenie, że powiedziałaś wszystko. Jest dokładnie tak jak mówisz. Trochę mnie to szokuje. Nie przychodziłem do sanghi przez ostatnie lata. Uczucie, którego doświadczam teraz jest niezwykłe.

Genno Roshi: Jesteś doskonałym przykładem kogoś, kto był nieobecny przez jakiś czas. Ale teraz jesteś tutaj i całkowicie teraz. Wiem jak trudne jest to ‘teraz’. Wszystko, co się teraz manifestuje jest trudne: smutek, miłość... W trakcie ostatniej rundy pomyślałam, że Małgosia zamierza wystąpić przed nami, przebrać się za klowna. Zrobiła to kiedyś w czasie odosobnienia, pamiętacie? Pojawiła się nagle w czasie mowy Dharmy przebrana za klowna. To było wspaniałe! A teraz jest też ból, wiele bólu...

Stoimy w obliczu czegoś, co jest potężniejsze od nas, większe od tego, na co zazwyczaj jesteśmy wystawieni.

Nie mamy innego wyboru, niż zaakceptować sytuację, tak aby móc naprawdę być w niej w pełni, całkowicie. To przecież dotyczy naszej praktyki życia i śmierci, najważniejszych pytań: Czym jest moje życie? Jak długo będę żyła i czy rzeczywiście żyję pełnią mojego życia? Co jest w życiu najważniejsze? Co pragnę z nim uczynić?

W jaki sposób chcecie zamanifestować Dharmę Małgosi? Jak nazwać to, co otrzymaliśmy? Jak wyrazić wdzięczność za ten dar?

Możecie powiedzieć Małgosi ‒ dziękuję. Z pewnością wiele razy
to mówiliście. Jestem jednak przekonana, że to czego najbardziej by sobie życzyła, to żebyście zamanifestowali ten dar, który wam dała. Każdy na swój własny sposób, wprowadzając jakąś zmianę w swoim życiu, dzięki której będziecie w stanie dzielić się tym, co otrzymaliście, dzielić się miłością, której nauczyliście się od niej, a raczej ‒ której staliście się świadomi dzięki niej.

Wszyscy mamy zdolność kochania. Czasami jednak spotykamy ludzi, którzy są wyjątkowo dobrzy w budzeniu w nas tego potencjału. Ponieważ przejawiają miłość, wchodzimy z nimi w kontakt. Ludzie ci są bezcenni, wyjątkowi.

Uczeń: W przypadku Małgosi wyjątkowe jest też to, że ona nie jest typowym Mistrzem zen. Nie jest typem silnej osoby, który popycha i stawia wyzwania. Mówiąc szczerze, nie byłem świadomy tego, w jaki sposób ona to robi. Wiem, że ona to daje.

Genno Roshi: No właśnie, nie wiesz jak ona to robi. Powiedziałam już to wcześniej: to się manifestuje na wiele różnych sposobów. Ważne jest, aby znaleźć własną drogę. Małgosia nie jest typowym Mistrzem zen, podobnie jak i ja nim nie jestem. Ale jest sobą. Jest bardzo sobą. Dotyczy to nas wszystkich. Nikt nie może być nikim innym.

Chociaż zazwyczaj każdy z nas chce być albo lepszy, albo inny. Staramy się być tym lub tamtym, pragniemy upodobnić się do kogoś innego, ale tylko stwarzamy sobie tym problemy, ponieważ nie możemy być kimś innym. Powinniśmy wziąć schronienie także w tym, że jesteśmy tylko sobą i pozwolić sobie być takimi, jakimi jesteśmy, pokazać naszą wrażliwość i miłość,
nie bronić się przed samymi sobą. Może warto coś takiego odkryć? Być sobą. Kiedy pozwalamy sobie na bycie sobą, tak jak Małgosia, to pojawia się miłość. Mniej się wtedy chronimy, mniej kurczowo trzymamy sztywnych poglądów na temat tego, kim jesteśmy i co powinniśmy. Możemy temu zaufać.

Z miłością pojawia się chęć dzielenia się z innymi, pozostania z nimi w relacji. To, czego najbardziej pragniemy w życiu, to bycie w relacji. Prawdziwej, bezpośredniej, bez ochronnej zbroi. Chyba właśnie tego najbardziej pragniemy w życiu. Ale jak wiecie pojawiają się różne przeszkody. Głównie lęk. Dlatego warto spotkać się z ludźmi, którzy potrafią być ze sobą i z nami intymnie. Wtedy widzimy, że to jest możliwe. Ci ludzie są bardzo ważni w naszym życiu.

Tę intymność odczuwamy teraz. I czujemy się z nią bezpiecznie. Bo bycie sobą jest bezpieczne. Siedzenie w zazen jest bezpieczne. Pozwala każdemu na doświadczenie tego, czego doświadcza, na czucie tego co czuje, widzenie tego, co widzi. Na bycie sobą.

Jest to bardzo cenne doświadczenie. Niezwykły czas bycia razem. Bądźcie świadomi tego, co was łączy. Bo ta więź jest najbardziej drogocenna w waszym życiu. Właśnie w tej intymności wasze życie nabiera znaczenia, właśnie dzięki niej. Ona może nadać prawdziwe znaczenie waszemu życiu.

Czy ktoś z was chce coś powiedzieć?

Uczeń:
Dla mnie bardzo ważne było odosobnienie w Kazimierzu. Małogosia i Andrzej zostali w domu. Pierwszy raz byliśmy bez nauczycieli. W Kazimierzu rozpoczął się we mnie proces brania większej odpowiedzialności. W czasie tamtego odosbnienia zaczęłam doświadczać, że im bardziej mój nauczyciel słabnie, tak jak teraz, tym silniejszy czuję z nim związek, także z sanghą.

Genno Roshi: Czujesz się też bardziej odpowiedzialna za to, co się wydarza.

Uczeń:
Teraz bardziej doceniam mojego nauczyciela. Także relacje z sanghą, z tym miejscem. Wszystko bardziej doceniam.

Genno Roshi: Tak, to jest okres dojrzewania. Stajecie bardziej odpowiedzialni.

Uczeń:
Roshi Małgosia manifestuje się przez nas. Poprzez nasze ciała, nasze działanie, przez nasze życie.

Genno Roshi: Tak.

Uczeń:
Czuję, że dzięki temu sessin nie jestem samotna. Czuję dużo wsparcia od wszystkich. Jest tu wyjątkowo silna energia, która pomaga mi przejść przez to, być obecną, nie uciekać. Dzięki temu wspólnemu siedzeniu jestem blisko. Czuję, że wszystko co tu robimy jest w jedności z Roshi Małgosią.

Genno Roshi:
Czuję to samo, bardzo mocno to czuję.

Uczeń: Czuję jak o siebie dbamy i jest to niezwykłe, ponieważ ta troska jest w rzeczywistości bezosobowa. Siedzimy tu bardzo mocno połączeni ze sobą, totalnie i bezpośrednio złączeni. Ufamy sobie. Nasza troska przejawia się w bardzo różny sposób, ponieważ każdy z nas jest inny. Podstawa jest jednak ta sama. Myślę, że to miłość ‒ poza słowami, poza myślami. Miłość jest darem, który otrzymaliśmy od Roshi Małgosi. Bardzo to cenię.

Uczeń: Ja odczuwam intymność. Czuję, że miłość, życie i śmierć są ze sobą bardzo połączone. Odczuwam też wiele emocji, smutek... Wszystkie pojawiają się w jednej chwili. W czasie medytacji przypłynęły do mnie słowa: dom pusty, a rzeka ogromna.

Genno Roshi: Doświadczenie to otworzyło przed nami wielką przestrzeń. Jest ono jednocześnie bardzo osobiste i bardzo bezosobowe. Dokładnie tak, jak powiedzieliście.

Uczeń: Niezwykłe wydaje mi się również to, że śmierć nie jest w stanie nas powstrzymać. To tak jakby śmierć i miłość były w pewnym stopniu tym samym. Może nie jest to kwestia tego, czy są tym samym, ale to ‘otwarcie’ jest takie same.

Genno Roshi: Tak, to prawda. Andrzeju, może chciałbyś coś powiedzieć?

Sensei Andrzej: Cóż ja mogę powiedzieć? Brakuje mi słów, nie jestem w stanie myśleć. Wszyscy mamy świadomość ważności tej chwili. Wszyscy otrzymaliśmy od Małgosi bezcenny dar. Wszyscy o nim wiemy, wszyscy o nim mówimy. Jest nim bezwarunkowana miłość ‒ dar rzadki, niezwykle rzadki. Manifestuje się teraz bardzo mocno przez różne osoby. Delikatnie, tak pięknie, jak w Niej. Myślę, że doświadczanie tego daru otwiera w nas coś nieskończonego, co jest rzeczywistością samo w sobie. Dzięki Małgosi wiemy, że rzeczywistość
jest miłością. Małgosia jest wysłannikiem tej bezwarunkowanej miłości.

Jestem bardzo wdzięczny, że sessin odbywa się właśnie teraz. Myślę, że nie ma nic przypadkowego w tym, co się dzieje. To, że siedzimy tu teraz wspólnie, jest wyjątkowo ważne. Asystujemy w Jej procesie, asystujemy sobie wzajemnie, pomagamy sobie ‒ wspierając się i dzieląc. Dzieląc się świadomością, której na imię Małgosia. Świadomością będącą Jej darem
dla nas.

Genno Roshi przed chwilą zadała ważne pytanie: jak możemy żyć z tą świadomością? Co możemy zrobić z tą bezwarunkowaną miłością, współczuciem, dobrocią? Jeśli są naprawdę bezwarunkowe, to mamy dar, który pozostanie z nami na zawsze. Wyzwaniem jednak pozostaje, jak go nie utracić…

Genno Roshi: Tak, mamy dar na całe życie! Ale z nas szczęściarze!
Jestem niezwykle wdzięczna, że mogłam tu być z wami i z Andrzejem.
Bardzo dziękuję!

Tekst w opracowaniu: Andrzej Krajewski

Tłumaczenie: Sabina Steckiewicz