Cztery sposoby działania Bodhisattwy dla dobra innych



Fragmenty mowy Genpo Roshiego na temat “Shobogenzo: Bodaisatta Shishobo” Dogena Zenji z 2.03.89 na spotkaniu Sanghi Kanzeon

 

Cztery sposoby działania Bodhisattwy dla dobra innych to:

Fuse - dawanie datków,
Aigo - miłujące słowa,
Rigyo - dobroczynne działania,
Dogji - identyfikowanie się z istotami, którym się pomaga.

Fuse oznacza także Futon - nie być chciwym ani zachłannym, nie przypochlebiać się ani nie nadskakiwać.
Nawet król, który ma władzę nad całym światem, musi posiadać Futon, jeżeli chce szerzyć właściwą drogę. Jest on w stanie zbudować harmonijny i przepełniony spokojem świat jedynie w oparciu o Futon.

 

Mimo, że niechętnie to widzimy, faktem jest, że rzadko dajemy innym bezinteresownie. To co może wydawać się hojnością, w rzeczywistości w taki czy inny sposób, wywodzi się z przywiązania do własnego “ja”.
Dopóki wywodzimy swoje działania z przywiązania do ego, nie jesteśmy w stanie naprawdę dawać. Zamiast dawania wyłania się nasz zachłanny umysł - oczekiwanie czegoś od innych w zamian za to, co dajemy.
Jedynie gdy zarzucimy swoją zachłanność możemy zbudować harmonijny świat.

 

W praktyce zazen mamy szansę jasno ujrzeć swoją chciwość, złość i pomieszanie. Im więcej siedzimy, tym bardziej jesteśmy ich świadomi. I im więcej siedzimy tym łatwiej możemy je wszystkie puścić.
Cnota Futon podobna jest tej, jaką przydajemy klejnotom i ludziom, których nie znamy - nie ma tam chciwości i złośliwości. Jest jak ofiarowanie Buddzie kwiatu, który kwitnie na dalekiej górze lub ofiarowanie odczuwającej istocie drogocennego klejnotu lub przeszłego życia.

 

Tutaj Dogen Zenji odwołuje się do poprzedniego życia Buddy Shakyamuniego.
Kiedyś przyszły Budda natknął się na lwicę, której małe zdychały, bo lwica miała za mało mleka, by je wykarmić. Wtedy ofiarował swoje ciało jako pożywienie. Położył się i powiedział: “Zjedz mnie ‘”.Tak zrobiła. Podobno w tym momencie lwica zamieniła się w Kandzeon Bodhisattwę Awalokiteśwarę i przepowiedziała, że za ten czyn przyszły Budda narodzi się w następnym życiu jako Budda Shakyamuni i stanie się wielkim Bodhisattwą.

 

Jak trudno nam tak czynić - porzucić przywiązanie do swojego ciała i umysłu, i po prostu dawać i dawać, i nigdy nie przestawać dawać. Ale to właśnie poprzez takie dawanie, urzeczywistnia się drogę Bodhisattwy. Nie przez “starania”, by stać się Bodhisattwą, ale przez porzucenie przywiązania do “ja” i całkowite wyrzeczenie się siebie.

 

Karmapę uważano za wcielenie Kandzeonu. Cała jego praktyka, całe życie było jedynie mówieniem “tak”. Gdy ktokolwiek czegoś pragnął, Karmapa to robił, dawał mu to. Być może dlatego umarł w wieku pięćdziesięciu kilku lat - oddał swoje życie innym. To właśnie jest praktyka Kandzeonu: mówić tak. O cokolwiek chodzi, mów tak, po prostu daj to.

 

Ale, gdy ktoś nas o coś prosi, wkracza w to nasze ego. Zawsze sądzimy, że to my wiemy, co jest najlepsze , co jest właściwe, o co ludzie powinni, a o co nie powinni prosić, co jest dla nich dobre, a co nie jest. Pierwszą z praktyk Bodhisattwy jest dawanie tego, czego ktoś chce a nie tego co powinien dostać według nas.

 

Zdolność dawania - w sposób duchowy lub materialny, w każdej chwili cechuje naszą pierwotną naturę.

 

Każdy z nas już posiada umysł Bodhi (przebudzony umysł). To nasza pierwotna natura: dawanie - czy to miłego słowa, czy kochającego uśmiechu, pieniędzy czy nauki lub kwiatka. Wszyscy mamy tę zdolność, a jednak wszyscy ujawniamy ją zbyt rzadko.
Jeśli zawsze mamy zły humor i kwaśną minę, oddziałuje to w pewien sposób na otoczenie, na cały nasz świat. I tak to działa. Gdzie byśmy nie poszli, tam jest świat; gdzie się nie udamy, oddziałujemy na każdego.
Podobnie jest, jeżeli jesteśmy w stanie współczucia i miłości, otwartości, dawania.
W taki właśnie sposób wpłyniemy na cały nasz świat. A to miłujące współczucie rodzi się dokładnie z praktyki - urzeczywistnienia.

 

Mówię praktyka - urzeczywistnienie, bo to współczucie nie rodzi się z samej praktyki - musi zaistnieć także urzeczywistnienie. I nie powstanie z samego urzeczywistnienia - musi istnieć także praktyka.
Pomimo, że miłujące współczucie jest nam wszystkim wrodzone, nie znaczy to, że porzucenie “ja” i urzeczywistnienie tego współczucia jest tak proste.
Więc za każdym razem kiedy spostrzeżesz, że kurczowo chwytasz się swojego “ja”, po prostu zauważ to i puść bez osądzania.
Zamiast stale szukać sposobów służenia innym i dawania im jak najwięcej, dopóki nie padniemy bez sił, my zawsze pytamy: Co z tego będę miał? Co dostanę w zamian?
Nie uświadamiamy sobie jak niszcząca jest nasza zachłanność.
A wystarczy rozejrzeć się dokoła, by zobaczyć co zachłanny umysł wnosi do świata. Z powodu naszych egocentrycznych i ograniczonych umysłów, jesteśmy dziś na krawędzi katastrofy. Nawet tak samo podchodzimy do zazen. Siedzimy i czekamy na magiczną chwilę, jakiś narkotyczny trip na niebie, spłynięcie gigantycznego loda, ale to nie jest zazen. Nigdy nic nie dostaniemy. Zazen jest tylko dawaniem. Tylko dawaj, dawaj, dawaj, dawaj tak długo, aż nie ostanie się żadne “ja”. Oddaliśmy je w całości.
W zazen mamy zupełnie wytracić siebie - nie być tak zarozumiałymi i przekonanymi o swojej ważności.

 

Każdy z nas - tak samo jak drzewo, krzak róży czy dżdżownica - rodzi się dokładnie z tym, czego potrzebuje. Lecz z powodu naszych ograniczonych umysłów nie mamy ufności.
Początkowo mnichom wolno było zdobywać jedzenie tylko żebraniną i mogli przyjąć tylko taką jego ilość, jaką byli w stanie zjeść tego samego dnia. Nie wolno im było zostawić sobie niczego na następny dzień. A z ubrań mogli mieć tylko trzy kesa - tyle, żeby nie marznąć. Gdy było bardzo gorąco wkładali jedną; gdy się ochłodziło - dwie; a gdy robiło się bardzo zimno - trzy. I to było wszystko. Mieli miski do jedzenia i trzy szaty. Nic ponadto. Wtedy chciwy, zachłanny umysł nie mógł nawet się zrodzić. Musieli mieć ufność w Dharmie!

 

Chociaż w zasadzie nic nie należy do “ja” - jesteśmy w stanie dawać.

 

Tak naprawdę nic do nikogo nie należy. Wszystko jest pożyczone. Nawet nasze dzieci, nasze ciała, nasze myśli, nasze poglądy, nasze pojęcia - trzymamy się ich, jak gdyby były nasze, jak gdybyśmy je posiadali, ale one nie są nasze. Wszystko to pożyczka. Spójrz na to jak na ogromną wypożyczalnię: każdą rzecz wypożyczamy na ileś lat, lecz w końcu musimy ją zwrócić.

 

Nie posiadamy nic i mimo to mamy zdolność dawania. Mimo, że nie posiadamy ani jednej rzeczy, możemy dawać innym. To cud! Możemy dawać bez końca i nigdy nie zabraknie. Lecz mimo, że nasze dawanie może być nieograniczone, nasze umysły myślą kategoriami ograniczenia lub niedostatku. Ponieważ samych siebie uważamy za niewystarczających i nieodpowiednich, tak samo myślimy o wszystkim i nie idziemy na całość - ani w osiąganiu Drogi ani w dawaniu innym.

 

Zawsze kiedy śpiewamy “Niezliczone istoty ślubuję wyzwolić” , ślubujemy, że nie osiągniemy całkowitego oświecenia dopóki nie będą oświecone wszystkie odczuwające istoty. W momencie tego ślubowania jesteśmy Bodhisattwą, bo tylko Bodhisattwa czyni takie ślubowanie.
Podejście: Oświecę się sam, a wtedy być może znajdzie się coś dla innych przysporzy nam wyłącznie kłopotów.
Tak więc po pierwsze ślubujemy wyzwolić wszystkie istoty. Następnie praktykujemy Drogę - praktykując dla wyzwolenia wszystkich odczuwających istot, nie dla własnego oświecenia. To jest nasze oświecenie. Właśnie działanie dla innych jest oświeceniem.

 

Nieważne czy nasze dary są duże czy małe - istotne jest to czy mogą być dobre dla innych. Sama cnota dawania rodzi owoce.

 

Czy możemy odnieść jakąś korzyść z dawania? Tak - możemy mieć o sobie lepsze zdanie teraz i otrzymać niezmierzone zasługi w przyszłości. Ale kiedy przyszły Budda oddał swoje życie lwicy, nie wiedział, że za to odrodzi się jako Budda. Zrobił to bez jednej myśli o sobie, jedynie dlatego, że istniała taka potrzeba.

 

Nasza praktyka to bycie wycieraczką pod drzwiami.. Wycieraczka nie czyni rozróżnień i nie mówi: "Och, masz zbyt brudne buty, nie możesz tu wejść . Przyjmuje każdego, kto przychodzi i wyciera w nią nogi.

 

Jeżeli powierzymy się i poświęcimy Drodze, będziemy pełni.

 

Jeżeli poświęcimy swoje życie Drodze, jeżeli przestaniemy być tak przywiązani do “ja” i całkowicie zrezygnujemy z siebie, dotrze do nas, że jesteśmy pełni i że zawsze byliśmy pełni. Wyrzec się “ja” to być pełnym. Dlatego Dogen mógł to powiedzieć tak wyraźnie. Zapomnieć “ja” oznacza być pełnym, bo w uprzytomnieniu sobie tej pełni przeszkadza nam tylko nasze złudzenie posiadania osobnego “ja” .

 

Tym jest właśnie cała nasza praktyka: nauką jak pozwolić swojemu “ja” wygasnąć. Tego właśnie się od nas oczekuje: powierzenia się Drodze. Będziemy przez nią wielokroć sprawdzani. Natrafimy na wszelkie możliwe pułapki i przeszkody, aby stało się pewne, że porzuciliśmy “ja”.

 

W taki sposób skarb rodzi skarb i staje się dawaniem (fuse).

 

Kiedy hojnie dajemy, co otrzymujemy?
Ci, którym dajemy nie są różni od nas samych. Ci, od których otrzymujemy także nie są różni od nas. Energia płynie w obwodzie. Niezależnie od tego, jak to się jawi naszym rozróżniającym umysłom, otrzymywanie i dawanie odbywa się w tym samym momencie.
Kiedy pozwalamy, by inni nam dawali, jesteśmy Bodhisattwą. Kiedy sami dajemy innym, jesteśmy Bodhisattwą.
Czasami nie umiemy otrzymywać - ale jeżeli nie umiemy otrzymywać to znaczy, że nie potrafimy także dawać.

My dajemy fuse i skutkiem tego inni także dają fuse. Siła powodująca fuse przeszywa istoty niebiańskie, istoty ludzkie, świętych i mędrców, i prowadzi do całkowitego oświecenia.

 

Potrzeba dawania, moc dawania prowadzi do całkowitego oświecenia wszystkich istot. Oddać wszystko, to wszystko zyskać.

 

Tak jest dzięki innen (motywującej przyczynie) aktu dawania.

 

To po prostu prawo przyczyny i skutku. Kiedy prawdziwie dajemy, kiedy dajemy do końca, oddajemy siebie. A to jest całkowitym oświeceniem. Jak powiedział Dogen: “Studiować Drogę Buddy, to studiować siebie. Studiować siebie, to zapomnieć siebie. Zapomnieć siebie, to być oświecanym przez wszystko”.

 

Budda powiedział, kiedy człowiek, który daje innym, przychodzi do zgromadzenia mnichów, odniosą się oni doń z szacunkiem. Oznacza to, że nie wnikamy w umysł osoby, która daje.

 

Nie powinniśmy się zastanawiać, czy człowiek, który daje jest dobry, czy zły, ani rozważać lub osądzać jego intencji.

 

Dotarcie do umysłu bez użycia słów jest możliwe, więc powinniście dawać. Można na przykład dać jedno lub kilka słów nauki, małą monetę lub nawet źdźbło trawy. Skutkiem takiego dawania mogą być dobre uczynki w tym i w przyszłym świecie. Dharma jest skarbem i skarb jest Dharmą. Tak jest dzięki współczuciu Bodhisattwów.

 

Jakie to szczęście mieć tę praktykę! Na pewno, gdy tak siedzimy codziennie po dziesięć godzin, zdarza się że naszym jedynym pragnieniem jest wydostać się stąd i robić coś innego. Ale kiedy sobie uświadamiamy jakie mamy szczęście, że odnaleźliśmy praktykę i wyraźnie widzimy kierunek - wtedy rozumiemy, że jest to cenniejsze od najdroższego skarbu. Ci z nas, którzy zaczęli praktykować w młodym wieku być może nie widzą tego tak wyraźnie jak ci, którzy zaczęli praktykować, gdy byli starsi i wiedzą co znaczy latami błąkać się bez celu i kierunku.

 

Pamiętam katolicką zakonnicę, która miała osiemdziesiąt dwa lata, kiedy przyszła do Ośrodka Zen. Kiedy zaczęła siedzieć, rozpłakała się. Gdy ją zapytałem co się stało, powiedziała: “Szukałam drogi przez sześćdziesiąt dwa lata. Płaczę z wielkiej wdzięczności, że wreszcie ją znalazłam. Jako zakonnica szukałam Boga przez sześćdziesiąt dwa lata. Teraz Go znalazłam!”
Czy możecie sobie to wyobrazić? Odkryć po tylu latach oddania i wysiłku, że brakowało jedynie bardzo prostej rzeczy - siedzenia we właściwej postawie - aby jej serce mogło się otworzyć. Możemy robić wszystko, aby wieść duchowe życie, ale nasze serce pozostaje zamknięte i nie wiemy jak je otworzyć!
Jakież mamy szczęście, że wiemy jak usiąść we właściwej postawie, pozwolić by wszystko się uspokajało i pozwolić by serce otwierało się samo.

 

Bezcenny skarb naszej praktyki zawdzięczamy współczuciu Bodhisattwów.
Kim są Bodhisattwowie?
Niezliczeni Bodhisattwowie od początku nie mającego początku, którzy są dla nas przewodnikami. Lecz kim oni są? Nie są różni od ciebie i mnie! Mistrz Rinzai ujrzał to: “Dziś nie czuję się kimś innym od Buddy i Patriarchów, od wszystkich Bodhisattwów”.

 

Każdy z was musi zobaczyć, że jest Bodhisattwą. Przyjęliśmy nazwę Sangha Kanzeon po to właśnie, by ciągle sobie przypominać: jesteś Kanzeon - więc po prostu oddaj siebie do końca! Kiedy dasz wszystko Dharmie, Dharma zatroszczy się o ciebie.

 

tłumaczyła Dorota Dołęga